Dostęp do najnowszych materiałów bezpośrednio na Twojej skrzynce e-mail

skok nad przepaścią wiara To ty ustalasz granice

FOMO – czai się na Ciebie za każdym rogiem

Niesamowite zjawisko, które działa na mnie jak magnes, jest tak powszechne, dlatego stwierdziłem, że warto o tym napisać trochę więcej niż tylko krótką notkę w naszym słowniku

FOMO jest definiowane jako lęk przed tym, że coś nas omija ( z angielskiego – Fear of Missing Out). Jako, że wartości life4more rozbijają się na kilka ludzkich zagadnień i dlatego, że światem rządzą uniwersalne reguły, które często sprawdzają się w wielu dziedzinach życia, teraz podam kilka przykładów, kiedy to zjawisko może ono spotykać każdego z nas, zanim przejdziemy do tego konkretnego dotyczącego finansów. Mam nadzieję, że to pozwoli nam lepiej je zrozumieć i dzięki temu być na nie bardziej odpornym. Pod koniec podzielę się jeszcze swoimi przemyśleniami, co do psychologii naszego pojmowania rzeczywistości i przyznam się do problemów ze swoją samokrytyką.

Zaznaczę na wstępie, że wpis nafaszerowany jest linkami do słownika, które tłumaczą niektóre słowa, które mogą być niezrozumiałe, możesz śmiało klikać lub wyszukać je w naszym słowniku, który powstawał przez kilka lat, w których to tłumaczyliśmy wiele nowo poznanych przydatnych słów.

Pierwszy przykład doświadczył kiedyś chyba każdy z nas. Kompulsywne zakupy.

Nie dość, że wiemy, że ten psychologiczny mechanizm jest tak skuteczny, to i tak często się na niego nabieramy. Ile razy to w sklepach stosuje się techniki oparte na ostatniej sztuce? Ile to razy słyszymy o sytuacji, w której sprzedawca mówi, że na ten samochód / to mieszkanie jest już kilkoro kupujących? To metoda niedostępności, o której zresztą obszernie pisał Robert Cialdini w swojej książce o manipulacji – Wywieranie wpływu na ludzi. W naszym kontekście niej będzie to bardzo dobry przykład na to, że kiedy z przed nosa ucieka nam właśnie coś na czym nam zależy, jesteśmy skłonni podejmować szybkie decyzje pod wpływem emocji. Tutaj bronić można się na kilka sposobów, ale żeby nie odbiegać znacząco od tematu, zainteresowanych odsyłam do książki.

Przykład drugi też powszechny, ale bardziej wśród kierowców dwuśladów. Zmiana pasa.

Wyobraź sobie, że wracasz z pracy i śpieszysz się nieco w jakieś miejsce. Niefortunnie tego dnia na wielopasmowym odcinku wpadasz w lekki korek jadąc lewym pasem (teoretycznie najszybszym 😁). Zatrzymujesz się w miejscu, ale widzisz, że sąsiedni pas przesuwa się cały czas do przodu. Ty stoisz a prawy pas wciąż jedzie. Co wówczas czujesz, kiedy jesteś zablokowany i nie możesz włączyć się do ruchu po prawej stronie? Najprawdopodobniej jest to właśnie FOMO. Z każdym kolejnym mijającym Cię samochodem, który zostawił przed sobą lukę do szybkiego wjazdu na sąsiedni prawy pas czujesz, że twoja szansa minęła. Czy to jest jednak prawda? Przecież sytuacja może odwrócić się niebawem i to Ty będziesz jechać, a na prawym pasie będą stali. Przecież do końca nie wiesz z czego wynika zator.

Trzeci przykład naszych czasów. Otchłań socjalmedia

Nie będę się tu rozpisywać, ale każdy z nas zdaje sobie chyba z tego sprawę, że jeśli algorytm Pana Marka Zuckerberga rozpozna już po kilku godzinach nasze podstawowe behawioralne zachowania, nasze emocjonalne skłonności, to będzie potrafił obejść nasze umiejętności kognitywne i jednocześnie będzie panował nad naszą uwagą dostarczając nam sprofilowane treści, a w momencie, w którym już oderwiemy się od informacji będziemy pożądać je zaktualizować, żeby nić wartościowego nie umknęło naszej uwadze.

Jeśli jesteś zainteresowany podobnymi treściami to możesz pobrać naszego darmowego ebooka ze strony zapisując się na newsletter.
Tam w rozdziale finanse znajdziecie więcej informacji poświęconej tematyce finansów.
Zobacz też słownik pojęć w tematyce finanse

Ale zanim przejdziemy do mięsa…
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że materiał nie stanowi żadnego rodzaju porady inwestycyjnej w rozumieniu (Dz. U. z 2005 r. nr. 206, poz. 1715), jest jedynie zbiorem zebranych informacji i indywidualnych spostrzeżeń na dzień publikacji.
Dobrze trzymać się zasada Waren’a Buffet:
– “Inwestowanie w siebie to najlepsza rzecz, którą możesz zrobić. Rób wszystko to, co poprawia twoje talenty; to jest coś czego nikt nie może ani opodatkować, ani tobie odebrać.”
– “Zasada nr 1: Nigdy nie trać pieniędzy. Zasada nr 2: Zawsze pamiętaj o zasadzie nr 1.”
– “Nigdy nie inwestuj w biznes, którego nie rozumiesz”, “Ryzyko bierze się z nieświadomości swoich poczynań.”

do konkretów – FOMO na rynkach kapitałowych.

It’s after birds – czyli już po ptokach

Pomijając długoletnich inwestorów, którzy zjedli już zęby i zdążyli za dywidendy wstawić sobie złote, to kiedy najczęściej interesujemy się inwestowaniem? Podejrzewam, że wtedy, kiedy nasze oszczędności nikną w oczach, a w powszechnych informacjach i wśród znajomych słyszymy, że na tym i na tym zarobiłem ostatnio aż 30%. Myślisz wtedy, ej… Ja tak ciężko haruje, a Kowalski nic nie robiąc wzbogacił się tak szybko. Patrząc na „szczęściarzy”, którzy weszli w Bitkoina na początku i zostali milionerami, czyli analizując przeszłość, pojawia się pokusa i myśl – ja też tak chcę. Kiedy widzimy duże wzrosty z miesiąca na miesiąc, które pozwoliłyby nam zarobić naprawdę fajne pieniądze, a media wciąż trąbią o kolejnych zadowolonych inwestorach, wówczas wiedź, że najprawdopodobniej chcąc brać udział w tym przedsięwzięciu ulegasz FOMO. I często o takiej sytuacji mówi się, że na rynek wchodzi ulica, czyli nowi inwestorzy, którzy nie mają wiedzy i o ile nie mają szczęścia, zostają dawcą kapitału.

Porównanie bitcoina do złotabitcoin czy złotobitcoin vs goldPhoto by Thought Catalog on Unsplash
Bitkoin to nowoczesne złoto

Na rynki kapitałowe, które są już ostro nagrzane (jest na nie duży hipe) bardzo lubimy wchodzić w najgorszym możliwym momencie. Skoro temu Kowalskiemu portfel rośnie to czemu nasz miałby stać w miejscu. Dlatego też w takim przypadku warto wykorzystać nasze chwilowe emocjonalne targnięcie się na działanie i przekuć to w czas poświęcony na edukację w temacie inwestycji, tak aby każda podjęta decyzja była rozsądna, a co z kolei wyklucza podejmowanie emocjonalnych decyzji. Inwestycje swoich ciężko zarobionych pieniędzy, a właściwie naszego czasu, który musieliśmy poświęcić, aby je zgromadzić, to bardzo delikatna sprawa. Sądzę, że dobrym sposobem jest przypomnienie sobie ciężkiego dnia w pracy, przeliczenie sobie tego, co chcemy zainwestować, na godzinę naszej pracy, a dopiero następnie podjęcie decyzji o tym jakie chcemy podjąć ryzyko.

Refleksje, i nowe pomysły zapowiedź wpisu

Hola hola! A gdzie frycowe Panie?

Frycowe. Czyli opłata za start i nabywanie umiejętności oraz wiedzy. Najczęściej wolimy uczyć się na swoich błędach i samemu się trochę poobijać, trochę stracić, niż skorzystać z już dostępnej wiedzy. Czemu jednak nie połączyć jednego i drugiego. Uczyć się, a w tym samym czasie na bardzo małych kwotach dostawać wciry od rynku, stając się dawcą kapitału. Dzięki temu też lepiej utrwalać informacje i korzystać z natłoku emocji nam towarzyszących do pozyskiwania i utrwalania kolejnej wiedzy. Sam preferuje chyba ten nazwijmy to środkowy model :D.

Alternatywa 2.0

W obliczu inflacji

Z drugiej jednak strony, jeśli naszą alternatywą jest trzymanie oszczędności w formie ekwiwalentów złotówki (mam też na myśli zerowo procentowe OKO i lokaty), to poważnie bym się zastanowił, czy to nie jest jeszcze większe ryzyko w tych czasach. Oficjalny wskaźnik inflacji znajdziesz pod tym adresem i on zawsze znajduje się na pierwszej pozycji w zakładce polecane -> #Finanse

Oznacza to ni mniej ni więcej, że oficjalnie Twoje pieniądze rocznie tracą tyle procent ile podaje wskaźnik inflacji. Nie będę wnikał w dogłębne szczegóły tego zjawiska, bo o tym możesz dogłębnie przeczytać w książce Michała Szagrańskiego, natomiast chodzi o to, że za tę samom kwotę możesz kupić mniej za rok, w stosunku do tego, co możesz kupić dziś. Obliczane jest to na podstawie koszyka inflacyjnego. Oczywiście Twój koszyk inflacyjny będzie inny, dlatego też sam jesteś w stanie sobie to wyliczyć prowadząc budżet domowy. Dla przykładu jeśli chodzi o inflację w naszym domu, to na samych produktach spożywczych, które stanowią największą część kosztów naszego życia, obserwujemy, w stosunku do ubiegłego roku wzrost ceny o 21,7%. Uważam to za niesamowicie dużą zmianę. Dlatego też moja frustracja w tym temacie nieustannie narasta i wspominam o tej tematyce tak często.

Rządzący zapowiadają wzrost naszych wypłat i boję się tego co na prawdę kryje się za tymi słowami

Mam nadzieję, że Twoja wypłata będzie przyrastać w jeszcze wyższym tempie niż inflacja, bo o tym już od jakiegoś czasu wspominają nasi rządzący, robiąc bardzo często z nas ignorantów. Jednak przy tej okazji pragnę zauważyć, że nawet inwestując i widząc, że twoje inwestycje przynoszą stopę zwrotu na poziomie 30% w skali roku, to nie oznacza, że masz powód do radości, kiedy to przykładowo inflacja wynosi 35%. Może to obecnie abstrakcyjny przykład, ale niejednokrotnie historycznie był pobożnym życzeniem, kiedy to hiperinflacja zjadała całą posiadaną gotówkę. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, istotne jest to ile nasze inwestycje przynoszą po odliczeniu inflacji. Sądzę, że średnio w całym życiu osiągnąć 6 punktów procentowych powyżej inflacji to znakomity rezultat, a ja jestem w stanie zadowolić się nawet czteroma punktami i spać w miarę spokojnie.

Wiedza vs Carpe diem

Dlatego też zachęcam ludzi do zainteresowania się tą tematyką, bo chodź głupio się przyznać, ale jeszcze kilka lat temu w tematyce finansów osobistych byłem takim ignorantem jak oczekuje od każdego obywatela państwo. Nie wiedziałem nawet na czym polega system monetarny i ekonomię (świetny film pozwalający zrozumieć pieniądze), nie interesowałem się wcale pieniędzmi, bo wszystko wydawałem i nie miałem żadnych oszczędności. Wtedy też nie rozumiałem po co mi one – carpe diem i do przodu. Teraz już rozumiem, że pomimo, że z tego świata nic ze sobą nie zabiorę, to chcę jakoś godnie przeżyć starość i uzbierać sobie na emeryturę. Zrozumiałem dlaczego na emeryturę państwową liczyć nie mogę, uzbierałem poduszkę bezpieczeństwa, która ma gwarantować mi przetrwanie na czas utraty pracy, bądź choroby i założyłem wtedy swoje IKE i IKZE, do czego gorąco każdego zachęcam polecając na start IKE obligacje i materiał Marcina Iwłuć oraz jego książkę.

O książce mógłbym gadać i gadać, bo jest jedną z najbardziej wartościowych książek dla początkującego inwestora, który jeszcze nie obrósł w piórka i chce poznać podstawy. Marcin to genialny gość, który jest konsekwentny i godny zaufania. Pozwoliłem sobie na recenzje książki, ale nie wyczerpuje ona wszystkiego co o niej myślę.

A tutaj mój komentarz do filmu który załączam. Niestety nie został on opublikowany, może jest zbyt długi i nikomu nie chciało się go czytać celem weryfikacji, więc umieszczam go tutaj.

Marcin pyta się, która opcja ma zostać porównana z IKE i IKZE, opcja 2 to porównanie Finax i Aion.

Jestem za opcja numer 2 😃 portfel Finaxa daje na prawdę fajną stopę zwrotu (o strukturze 90:10). Osobiście mam i super ike, które umożliwiają zarówno inwestycje w obligacje indeksowane inflacją popularne EDO ( ROD są jeszcze dla mnie niedostępne 😃 ) oraz inne etf‘y, które między innymi umożliwiają ekspozycję na ETF rynków amerykański – S&P 500 i jednocześnie realizacje strategii portfela na rynki rozwinięte. Minusem jest opłata ok. 60 zł za prowadzenie superike ( wówczas polecam IKE obligacje – sam od tego zaczynałem i tam opłaty są mniejsze ). Jeśli ktoś chce zakładać, to polecam zrobić to nie w banku, tylko w biurze maklerskim PKO. Jeśli chodzi o IKZE, to zaczynałem od nn investment, żeby po prostu wpłacić i wykorzystać limit, a jednocześnie nie płacić dużo za zakup ETF, teraz jestem w fazie przenoszenia tego do BM boś Banku, gdzie zamierzam sam inwestować w ETF, a nie korzystać z bezwartościowych funduszy inwestycyjnych od TFI 😔. Finaxa również posiadam, jednak on jak na tę chwilę nie jest dostępny w ramach ike i raczej nie będzie. Niebawem ma się pojawić coś na wzór IKE czyli OIPE ( Takie europejskie zabezpieczenie emerytalne ), które najprawdopodobniej będzie dostępne w finax 🙂. Ostatnio kilka procent portfela długoterminowego mam w kryptowalutach po tym jak zrozumiałem na czym one polegają i to obecnie kryptowaluty właśnie tak ciągną mój portfel w górę. Niebawem i tak prawdopodobnie wejdą na całym świecie cyfrowe kryptowaluty banków centralnych CBDC ( już ma to miejsce w Stanach ), więc warto się tym rynkiem czem prędzej zainteresować, tak aby w odpowiednim momencie mieć już dostateczną wiedzę, aby być świadomym uczestnikiem tego rynku. Na dzień dzisiejszy wpłaciłem 4% wartości portfela długoterminowego a już mam 6%. Bitcoin to cyfrowe złoto 😃, jednak to jest pomysł dla osób z doświadczeniem inwestycyjnym. Nie mniej jednak najczęściej najlepszy pomysłem zawsze będą obligacje indeksowane inflacją, które stanowią ( nie licząc nieruchomości ) docelowo największą część portfela długoterminowego oraz są poduszka bezpieczeństwa. Obecnie w dobie dzisiejszej inflacji ( zakładając zakup ponad rok temu ) to w stosunku ryzyka do stopy zwrotu najlepszy wybór 🔥🙂. Dzięki Marcin za kolejny wspaniały materiał ( i na prawdę polecam Ci Bitcoin po tej hossie 😉)
Darek Tkaczuk

Zdaje sobie jednak sprawę, że nie każdego interesuje jeszcze ta tematyka, szanuje to i rozumiem. A tych, którzy mają jednak już jakieś uzbierane pieniążki przestrzegam tylko przed FOMO, zachęcając do pogłębiania wiedzy, jako chyba najlepszy środek zaradczy przed tym zjawiskiem.

Dlaczego FOMO pojawia się najczęściej tam, gdzie poprzez nierozsądną, pochopnie podjętą decyzje możemy stracić? Osobiście nie znam przykładu, w którym zjawisko działałoby na naszą korzyść. Może Ty czytelniku znasz jakiś ciekawy przykład, to proszę podziel się.

Wysoka poprzeczka

Tymczasem nachodzi mnie pewna refleksja i przykład, zaczerpnięty z książki i pozwalający płynnie przejść do sedna.

Punkt zwrotny w naszych rozważaniach

W jednej z bardzo ciekawych, rozwojowych książek Nawyk Samodyscypliny, autor podaje dobry przykład tego w jaki sposób podchodzimy do wszelkich własnych problemów i spraw, które mamy rozwiązać i za które nie możemy się zabrać.

Krok 1

Wyobraź sobie banalną sprawę, jako przejście po dwumetrowej desce, która stoi przed Tobą na ziemi. Właściwie to nic trudnego. Potrzymaj mi piwo i w mig jesteś na drugiej stronie deski. Można powiedzieć, że to level 1, który jest zadaniem tak ambitnym jak codzienne pójście do sklepu po jedzenie.

Krok 2

Weźmy teraz drugi przykład, a mianowicie ogarnięcie, tudzież posprzątanie całego mieszkania. Tutaj już zadanie może również nie jest najwyższych lotów, ale jednak poprzeczka jest znacznie wyżej, przyrównując do deski, to można by stwierdzić, że jest ona ok 20 cm nad ziemią. Jeśli spadniemy to nic się nie stanie. Czyli jak będziemy mieli mały nieporządek, to żadne konsekwencje nas przez to nie spotkają (chyba, że nasze wewnętrzne wyrzuty sumienia). No tak, chyba że jednak znajomi z niezapowiedzianą niespodzianką pojawią się w naszym progu. I wówczas to sprawa robi się już nieco bardziej skomplikowana. To statystycznie należy do rzadkości, ale podobnie co któryś raz spadając z 20 cm, można skręcić kostkę.

Wniosek

Punkt motywacyjny więc do posprzątania pojawia się w chwili kiedy dostajemy zdjęcie od znajomych, którzy siedzą w samochodzie, z załączoną notatką – „Jedziemy do Ciebie, będziemy do 25 minut”. Nagle pomimo tego, że chciałeś odłożyć przejście na drugą stronę deski (posprzątanie mieszkania) na kiedy indziej, po Twojej stronie deski pojawił się znikąd pożar i aby wyjść bez żadnych obrażeń lepiej pokusić się o przejście na drugą stronę w tym momencie, niż wciąż prokrastynować.

Jestem komfort frikiem i lubię szukać wymówek oraz argumentów do tego by czegoś nie robić, bądź żeby kupić jeszcze coś, dzięki czemu coś zacząć robić będę chciał ( że niby lepiej ). Okazuje się jednak, że zwykle to tylko powód, by prokrastynować i zająć się kolejna inną ciekawą super ekstra czynnością. Poznałem się już trochę na swoim lenistwie i zacząłem stosować psychologiczne sztuczni, które czasami pozwalają mi przemycić zrobienie czegoś mimo niechciejstwu.

Przykładowo żeby biegać/jeździć/pływać bez planu treningowego potrzebuje super komfortu zarówno tego psychicznego jak i fizycznego. Czyli bez wygodnych rajtek do biegania nie biegam, bez fajnych kolarskich butów i nosków jak jest zimno nie jeżdżę, czy nie pływam bez super okularków. Jeśli jednak bywam w cyklu treningowym w drodze do konkretnego celu / celów, to nie ma dla mnie takich prostych przeszkód. Wtedy i pogoda mi się straszna, ubranie nie ma znaczenia, może być nawet zimowa kurtka, a pływać mogę bez okularów jeśli ich zapomnę (chodź nienawidzę pływać bez okularków). Jeśliby robić to nawykowo, to nawet zapominam włączyć zegarka sportowego Garmin lub komputerka, rejestrującego jazdę Wahoo.

Teraz piszę to, potem trochę pomedytuję i mam nadzieję, że pójdę pobiegać właśnie 😃. Wygodne rajtki mam już na sobie. . Nie doceniamy własnych długoterminowych działań, które wykonujemy, przeceniając te zadania, które w krótkim terminie nam się nie udają. Długoterminowe projekty pozasłużbowe rozciągają się strasznie w terminie i czujemy, że nie przeskoczymy wysoko ustawionej poprzeczki, którą właściwie można rozłożyć na mniejsze schodki. Czasami warto zmienić także cel pojedynczych działań, które mają przynieść określony cel, na przedział czasu, który chcemy na to poświęcić. Wówczas znacznie łatwiej się zmotywować do działania, a ponadto łatwiej się za ten czas wynagradzać za sukces. Ja jeszcze muszę nad tym popracować, pomimo tego, że wiem jaka jest zasada, ale nie zawsze pamiętam aby z niej skorzystać.

Jeśli Ty też masz taki problem zacznij od jednej minuty codziennie lub co 2 dzień. I nałóż sobie ograniczenie, że nie więcej niż. To lepsze, bo jako Homosapiens będziesz chciał się buntować przeciwko regułom 😃😋. Potem poprzeczkę możesz zwiększyć, ale nie wymagają od się je zbyt wiele. Znacznie lepsze jest to niż założenie dużej ilości czasu, czy ustawienie dużego zadania, a potem zmniejszanie oczekiwań. To prowadzi do wypalenia i zaprzestania działania. Bierz przykład z Twoich doświadczeń. Ile razy tak już miałeś, co? 😉 . Jeśli stworzysz jeden mały nawyk, to do niego będziesz mógł doklejamy kolejne, zgodnie z tym, co pisał w książce “Siła nawyków” Charles Duhigg.

Jak się nie zatracić? Czyli zagłębiając się w tej naszej psychice.

Zacznijmy od przykładu

Perfekcjonizm i prokrastynacja narastają wraz z podwyższającą się poprzeczką. Bo jeśli z przykładowego brudnego pokoju zostaje do posprzątania jeszcze całe mieszkanie lub dom, a jeszcze okna trzeba pozmywać i wyprać firanki, to już zadanie definiowane jako – „posprzątać w domu” zaczyna się komplikować i przybierać znacznie inny wymiar. Po pewnym czasie eskaluje wręcz w projekt, który zaczyna przytłaczać nas niczym kula śnieżna. I jeśli wówczas nie podejdziemy do tego jak do projektu, to trudno będzie sobie z tym poradzić. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. A wystarczy po prostu podzielić sobie działanie na małe kroki i po prostu zacząć, a potem już samo leci. Więcej o tym pisał David Alen w swojej książce – Getting Things Done.

Rzucisz kamieniem? Samoudręka i deprecjonowanie własnych osiągnięć.

Która Pani / Pan domu nie miała / miał nigdy przez podobne zadania wyrzutów sumienia, które eskalowały tak mocno, że w pewnym momencie odbierały nam poczucie kontroli nad swoim życiem, pewności siebie, a wręcz często satysfakcji z życia, niechaj pierwszy żuci kamieniem. Może to tylko jeden z przykładów, ale dobrze pokazuje ile w życiu jest do zrobienia, a nie zawsze jest na to ochota i „czas”. Bo jednak jakby nie patrzeć, kiedy idzie się na swoje, to zaczynamy zdawać sobie sprawę, że prace są dwie – etat lub działalność, a po powrocie domowe ognisko, w którym niejednokrotnie problemy są znacznie bardziej skomplikowane niż w pracy, a o tym jak się w nich odnaleźć nie uczymy się w szkole, ani od przełożonych.

Podczas lektury

Tutaj pozwolę sobie przytoczyć książkę Miłosza Brzezińskiego, którą właśnie czytam i której tajemniczy tytuł to “Życiologia”. Pan Miłosz , którego tak lubię, przedstawia w nim właśnie trzy obszary naszego życia prace, dom i ewentualny czas dla siebie, jako trzy ogrody. W momencie kiedy przeznaczymy zbyt dużo czasu w jednym z nich, to wówczas zaniedbania pojawiają się w innych. A jako, że w pracy to raczej najczęściej jest określony model działania i harmonogram działania, emocje z uwagi na profesjonalizm są bardziej schowane to właściwie jest dość łatwo się w tym połapać i ogarnąć, no chyba, że przełożony jest niekomunikatywny, no to już jest większy problem. Tak czy inaczej w pracy pracujemy i za efekty pracy dostajemy wynagrodzenie. Czasami dostajemy pochwałę i konstruktywną krytykę, a jeśli przełożony nie zna się na aspektach motywacji i jest ignorantem to „zjebę”, która ma nas niby zmotywować (już od dawna wiadomo, że metoda kija się nie sprawdza).

Dać sobie kopniaka?

Natomiast jeśli chodzi o kwestie związaną z ogniskiem domowym i własnymi zainteresowaniami, to jednak tutaj motywować musimy się sami… Sami jesteśmy dla siebie szefami i można to postrzegać tak, jakbyśmy prowadzili właśnie taką firmę. Tutaj też będąc dla siebie szefami, bardzo dobrze przychodzi nam pomijanie wykorzystania wszelkich psychologicznych odkryć, które pozwoliłyby nam skutecznie realizować cele naszej domowej firmy ponieważ pojawia się aspekt emocjonalny i do władzy dochodzi nasz gadzi móżdżek, który odcina nas od wiedzy. I niestety często nie podejmujemy dobrych decyzji, jak i również często nie uczymy się na błędach. Jednocześnie jesteśmy dla siebie największymi krytykami i sami w głowie bluzgamy się z błotem.

Muszę się przyznać, że jestem zwykłym szarym człowiekiem

Ja sam tak też mam. Kiedyś myślałem, że jestem sam i że tylko ja sam uważam siebie za lenia, który nic nie potrafi osiągnąć, nie potrafi zagonić się do działania, stawiając sobie zbyt wysoko poprzeczki. W konsekwencji czego mam tyle zaczętych projektów, które nie potrafię ukończyć, że jest mi z tym bardzo źle. Niejednokrotnie też zawodzę innych, którzy liczą na mnie, a ja daję dupy i jeszcze gorzej się potem z tym czuje. Teraz już jednak mam nieco inne patrzenie na to. Już trochę żyje na tym świecie, przeczytałem kilka książek, biografii, pozmawiałem z kilkoma osobami i wiem, że to normalne i ludzkie i każdy z nas ma prawo się tak czuć. I warto o tym wiedzieć, aby nie mieć takich wyrzutów sumienia, które przyprawią nas o degradacje poczucia własnej wartości. Czasami wydaje nam się też, że jesteśmy jedynymi ludźmi z takimi problemami na świecie. Często nasz rozum płata nam takie figle, że nie widzimy rozwiązań, nawet kiedy są takie banalne, a w myślach zamiast tego martwimy się i wymyślamy kolejne konsekwencje naszych działań, a raczej ich odkładania. A jak to powiedział wielki Mark Twain

Mark Twain

„Przeżyłem wiele lat, martwiąc się o rzeczy, które w ogóle się nie wydarzyły.”

I teraz zadaj sobie czytelniku pytanie – Jak często karmisz się pozytywnymi myślami o własnej osobie, a jak często rzucasz w siebie tymi negatywnymi? Czy doceniasz to co zrobiłeś przez cały rok / kilka lat? Co udało Ci się osiągnąć? Czy raczej patrzysz na te krótkoterminowe rzeczy, które Ci nie wychodzą? Daj znać w komentarzu 😉.

I teraz pytanie puenta

Czy to nie jest odwrotność FOMO? Proste działania realizujemy automatycznie, a wraz z eskalacją stopnia skomplikowania i trudności zadania oraz rozciągnięcia w czasie nasza chęć do ich wykonania maleje.

Dlaczego więc w tym przypadku nie potrafimy więc wykorzystać FOMO? Dlaczego? Przecież nagroda i zysk przy wykonywaniu zadań, czynności, dążeniu do celów jest niejednokrotnie taka ogromna.

Albo w drugą stronę… Dlaczego bez wiedzy i umiejętności łapiemy się FOMO?

A może właśnie wynika to właśnie z tego, że w jednym przypadku, kiedy nie ulegamy temu zjawisku, mamy większą wiedzę, a kiedy ulegamy, wiedzy jeszcze nie mamy? W sumie ciekawa teoria, którą właśnie utwierdziła mnie w przekonaniu, że im mamy większą wiedze i doświadczenia, tym mniej ulegamy dychotomicznym targnięciom na własne dobro – FOMO. Patrząc z drugiej strony, nie mamy takiego parcia na działanie, kiedy na jakiś temat wiemy więcej. I tak dochodzę do wniosku, dlaczego szewc bez butów chodzi. Specjalista w konkretnej dziedzinie ma taką wiedzę w tym temacie, że już nie ulega takiemu emocjonalnemu uniesieniu, które pozwoli mu regularnie dbać o samego siebie korzystając z tej wiedzy. Dlatego też dochodzę do wniosku, że dla większości inwestorów najlepsze będzie inwestowanie pasywne i comiesięczne bankowe zlecenie takiej samej kwoty na zakup instrumentów inwestycyjnych, a przy tym uśrednianie ich ceny w długiej perspektywie.

Warto było się zmotywować do napisania tego wpisu i dojść do jakiś wniosków. Mam nadzieję, że chociaż trochę Cię zainspirowałem. Daj proszę znać jak jest w Twoim przypadku i co sądzisz o tych przemyśleniach.

Pozdrawiam serdecznie
Darek 🙂

Hasła użyte w filmiku:
Akcje giełdowe
CBDC
Stablecoin
Rebalansing
ETF
Obligacje indeksowane inflacją
Cashflow
Fluktuacja
Kryptowaluty
Tokeny
Altcoiny
IKE, IKZE
Portfel inwestycyjny
Inne finansowe zobacz w słowniku pojęć na naszej stronie

Jeśli szukasz polecanych książek z zakresu finansów to zajrzyj do naszego ebooka oraz na stronę:
Zakładka Polecane -> Finanse


Zapraszamy także do grup tematycznych na FB – GRUPA Finanse osobiste

, , ,


close

Zapisz się na newsletter!

Pobierz darmowy e-book

Aby być na bieżąco już dziś
Dołącz do już dziś korzystaj z darmowych treści i niespodzianek po zapisaniu się do listy.

Jeśli nie znajdziesz maila zobacz do folderu SPAM

Zapisując się na listę mailingową akceptujesz naszą politykę prywatności. Nigdy nie będziemy Cię spamować, nikomu nie udostępnimy Twojego adresu. Będziemy Cię jedynie informować o treściach, pomogą Ci być szczęśliwszym, skutecznym, silnym, sprawnym i zdrowym człowiekiem!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.